wtorek, 31 maja 2016

MAF: Vanguard #5 - Vruk Vruk






So, as promised, I am tackling now my good ol' regular Morat Vanguards. Just two more to go before I will have a full 8 of them painted and ready to make all the link teams my heart desire. It's also one of the last miniatures that were primed the god damn green color, making it hard as hell to cover up. My mistake! But very soon I'll be able to paint on properly primed miniatures. Glory be!

Why Vruk Vruk? Well, the name of this particular soldier was Vruk and he was an aspiring warrior... Until a shot to the head nearly killed him. Saved by the E.I. medicine he dedicated his life to the Skorn Aggression Cult, finding E.I. to truly be beyond comprehension, a godlike being that can bring him to life from the verge of oblivion. Still, even if the operation saved him, it grately imparied his speech-centre and from that moment on he was able only to grunt, growl and say his name - Vruk. And so, his chances for promotions were greatly undermined in regular Morat society as his team mates stared calling him Vruk Vruk because of his speech issue. But the cult offers new opportunities to everyone faithful...

Zgodnie z obietnicą zajmuję się teraz poczciwymi, regularnymi Moratami Vanguardgami. Już tylko dwóch pozostało mi do posiadania pełnej 8'mki pomalowanej i gotowej do wystawiania dowolnie wymarzonym drużyń. Jest to też jedna z ostatnich figurek z serii, którą nieopatrznie spokładowałem kolorem zielony, co było przekleństwem w zakrywaniu i malowaniu czerwonego. Już za niedługo będę mógł zabrać się za malowanie porządnie spokładowanych modeli. Chwała!

Czemu Vruk Vruk? Cóż, ten akurat żołnierz nazywał się Vruk i był aspirującym wojownikiem... Aż do momentu, w którym strzał w głowę niemalże go zabił. Uratowany został jednak przez zaawansowaną medycynę E.I. i od tego momentu zadedykował on swoje życie Kultowi Agresji Skorn, gdyż uznał, że E.I. w istocie jest bogiem poza możliwością poznania, istotą, która może przywrócić go do życia. Niestety, choć operacja się powiodła a Vruk znowu żył i walczył, to utracił możliwość mówienia... Mógł od tego wypadku komunikować się tylko warknięciami, chrząknięciami i wymawiać tylko swoje imię. I tak oto jego szanse na awans spełzły na niczym w regularnym społeczeństwie Moratów a jego drużyna zaczęła przezywać go Vruk Vruk z domieszką pogardy. Kult Agresji otwiera jednak przed nim nowe możliwości, jak każdemu wyznawcy...

wtorek, 17 maja 2016

K1 Sniper Morat Vanguard





Another Vanguard joins the team. It was done in pretty much a single hasty session and of course it is rather visible on the poor quality of the metallic parts and grainy reds without the smooth blending I was aiming for. Kind of a shame on me, but well... In my defence, I am slowly but surely going insane with painting the same god damn regiment in same god damn scheme! Just three more of this Morats to go before I can focus on my characters and other funsies, like Oznats, Gakis and Rasyats... Well, check it off the list! On a bright side, I am blitzing through my MAF miniatures at record tempo for me! :D

Kolejny Vanguard dochodzi do drużyny. Odstrzeliłem go w jednej, błyskawicznej sesji i oczywiście widać tego efekty w niskiej jakości metalicznych komponentach oraz ziarnistych czerwieniach, pozbawionych gładkich przejść w które celowałem. Trochę hańba, ale cóż... w mojej obronie mogę jedynie powiedzieć, że przyspieszyłem proces by nie oszaleć od malowania non stop tych samych jednostek z tym samym cholernym schematem! Jeszcze tylko trzy Vanguardy do pomalowania, po czym będe mógł przejść i skupić się na moich bohaterach i innych zabawkach, jak Oznats, Gakis czy Rasyaci. Cóż, mogę przynajmniej skreślić z listy! Z pozytywów muszę zaznaczyć, że przynajmniej jak dla mnie, malowanie MAF'u bije rekordy szybkości! :D

środa, 11 maja 2016

MAF: Sogarat with Fauerbach






Sogarat joins the fight! It was still a major bitch to paint, since I jumped back into Infinity like a very, very impatient grasshopper, and instead of cleaning the minis properly, priming and painting them before assembly and all that stuff I hastily prepped them for painting... And primed them with first primer I had still working, wchich was god damn green. A perfect colour to paint red and black armour, of course. So, yeah, this big guy is still a part of my botched prep team of angry space monkeys so I just did my best to paint him quickly and to a solid tabletop level without spending too much time trying to polish the turd! On the other hand the more morats I paint in this colour scheme the more convinced I become that it was a neat choice - the red and blacks and greys suits the angry space monkeys well, and striking yellow just add the charm in my opinion.

Sogarat dołącza do walki! Był naprawdę wkurzający w malowanie, głównie dlatego, że powróciłem do Infinity niczym niecierpliwy pasikonik, i zamiast solidnie oczyścić figurki, nałożyć im podkład i malować w częściach, po prostu na szybciora poskładałem je do kupy... I pomalowałem pierwszym podkładem, jaki wpadł mi do ręki, a był od do diabła zielony. Wyśmienity kolor do malowania na nim czerwono-czarnego pancerza, naturalnie. Tak więc niestety ów duży jegomość jest częścią mojej spapranej ekipy złych kosmicznych małp, tak więc chlapnąłem go szybko farbką na poziom sensownego Tabletopu, bez prób poświęcania nadmiaru czasu na polerowanie kupy, by się ładniej świeciła! Z drugiej strony im więcej kosmicznych małp maluje, tym bardziej przekonuję się do wybranego schematu - czernie i czerwienie i szarości dobrze do kosmicznych małp pasują, a jaskrawe, żółte detale dodają charakteru, jak mniemam.

niedziela, 1 maja 2016

MAF: Morat Vanguard Hacker





Oh boy, here we go! Last week was most likely most hobby-productive time in my whole gosh-darn life. I mean, I always was extremely slow with painting miniatures. Usually I needed a week or even two to finish a miniature. Not only because I was slaving over details and techniques that were way too advanced for me but simply because I lacked the focus. At least for the moment this seems not to be a problem, since I painted 3 miniatures from scratch to finish and am currently finishing another one. Phew, that feels good I'll admit. So, to the topic at hand - I've managed to get a proper photo background and slightly better camera to get some okayish shots. This guy is a Morat Vanguard for my space monkeys force, first of the vanguards painted in the red-black scheme I developed for the amry. It's simple, it's effective and striking enough on the battlefield to stand out from the pretty colorful terrain pieces used in our games. Good enough for me! More aggressive space monkeys to come soon ;)

No to lecimy ponownie! Zeszły tydzień był najprawdopodobniej najbardziej produktywnym dla mojego hobby w całym moim żywocie. Znaczy, zawsze byłem naprawdę powolny w malowaniu figurek. Zazwyczaj potrzebowałem tygodnia czy nawet dwóch by w pełni pociapać pamperka. Nie tylko dlatego, że żmudnie orałem detale i próbowałem sił ze zbyt zaawansowanymi technikami, ale głównie poprzez braki w skupieniu. Przynajmniej na ten moment wygląda na to, że nie mam z tym problemu, ponieważ pomalowałem trzy figurki od zera i właśnie pracuje nad kolejną, zbliżając się ku końcowi. Uff, przyznam, że to ciepłe uczucie. A wracając do tematu - tym razem udało mi się ogarnąć porządne tło do zdjęcia a nawet lepszy aparat by strzelić kilka porządniejszych fotek. Powyższy zakapior to haker Morat Vanguard do moich kosmicznych małp, pierwszy z regimentu Vanguard pomalowany w mój wybrany, czerwono-czarny schemat. Jest on prosty acz skuteczny, wyróżniający się od kolorowych makiet, jakich używamy. Wystarczająco dobry dla mnie! Więcej agresywnych kosmicznych małp już za niedługo ;)

czwartek, 21 kwietnia 2016

MAF: Daturazi #1






Reactivation, activate! My main blog already got a good sprint run of three meaty articles about the horrors of the Age of Sigmar, but when I am still dusting it off, make new assets, fix the interface and such, I also did the unspeakable... I brushed off my ancient painting table, I checked my 2 years old paints, got new brushes and got crackin', priming and preparing my Morats to be painted for the local league I am organising. It would be a shame if I would be the only one with unpainted army from all participants! Thing is, that it was literaly two years since I picked the paints and brushes to paint any miniature, so of course I felt terribly rusty... And I still am, but it was good to pick a miniature and just do it in one session, even deep into the night.

First was picking the scheme. I like the regular colors for Morats, I really do, but I wanted to really make them more savage, more brutal. Quick browse through the web showed me a few great ideas. All albino Morats was first thing I took from... I decided to not make mine white, but I did changed their skin to a very light hue of purple - skinlike, yet alien, with darker hair and green eyes. Armour red on black was easy - I just stole it from the Hordes army of Skorne! It fitted so well with the powerful, musclebound space monkeys designed for brutal and unrelenting combat. Tomorrow, if I am in luck, I will make better pictures, since these were taken with a mobile phone...

Reaktywacja, aktywacja! Mój główny blog już rozpoczął swój bieg przy pomocy trzech tłuściutkich tekstów traktujących o koszmarach Age of Sigmar, ale nadal go odkurzam, tworze nowe assety graficzne, odświeżam interfejs. W międzyczasie dokonałem czegoś niesamowitego... Odkurzyłem mój starożytny stolik modelarski, sprawdziłem swoje wszystkie, dwuletnie farby, kupiłem nowe pędzelki i zabrałem się do roboty, podkładując i przygotowując moich Moratów do pomalowany do lokalnej ligi, którą prowadzę. W końcu była by hańba, gdybym był jedyną osobą bez pomalowanej armii pośród uczestników! Problem w tym, że minęły prawie dwa lata odkąd pomalowałem jakąkolwiek figurkę, więc oczywiście czułem się wyjątkowo zardzewiały w tej sztuce... I nadal się czuję, ale nie powstrzymało mnie przed poświęcenie wieczoru i nocy na pomalowanie całego modelu od A do Z!


Po pierwsze, musiałem wybrać schemat kolorystyczny. Podoba mi się standardowe malowanie Moratów, ale jednak chciałem uzyskać coś lepiej przedstawiającego ich brutalną naturę. Szybki przegląd internetu podrzucił kilka dobrych pomysłów. Pierwszą rzeczą byli Moraci-Ablinosi... Postanowiłem pożyczyć ten pomysł z własnym twistem, i zamiast robić białą skórę poszedłem w bardzo jasne odcienie purpury i róży - przypominające skórę, ale jednak nadal skórę obcego. Ponadto zielone oczy, ciemniejsze włosy. Czerwono-czarny pancerz był już łatwiejszy - po prostu ukradłem bazowy schemat armii Skorne z systemu Hordes! Pasował mi on idealnie do rasy umięśnionych, silnych kosmicznych małp stworzonych do brutalnych walk. Jutro, jak będę miał szczęście, zrobię lepsze zdjęcia, gdyż te powyższe są zrobione komórką...

wtorek, 30 września 2014

It's a Joy to Kill!






And finally finished. It was the quickest solid quality painting I did, well, ever. Thing is, I really tried to prove a point to myself and yes, I managed to do so - painting at my local gaming club really make me productive on that field. I don't want to whine on my poor photos and camera, I am already planning to set up a proper tiny little photo studio for this purpose alone, so that is that. Miniature is Killjoy from MalifauX, a bloodthirsty mercenary undead neverborn monstrocity. I am /very happy/ for how this guy turned out to be - I spent quite a lot of hours working on the sickly skin and the base, which is simple but make him pop out a little bit, so that is that. I can now move onto painting another miniatures from my crew, focusing on Sonnia and her witch hunters now, Hope you like it!

I nareszcie ukończony. To było najszybsze malowanie w solidnej jakości jakie kiedykolwiek odwaliłem. Widzicie, chciałem sobie coś udowodnić i udało się - kiedy maluje w moim lokalnym klubie naprawdę udaje mi się być produktywnym na tym polu. Nie chcę znowu narzekać na kiepskie fotki i mój podły aparat... Już zaplanowałem kupno małego, właściwego studia do tych celów, czyli budki bezcieniowej, solidniejszego aparatu i tak dalej. Figurka to Killjoy z gry Malifaux, krwiożerczy, nieumarły nienarodzony potwór! Jestem bardzo zadowolony z tego, jak wyszedł - poświęciłem sporo czasu pracując nad jego zchorowaną skórą i tyleż samo na jego podstawkę, która choć prosta, przynajmniej dobrze się od niego odbija i daje solidny kontrast pomiędzy purpurą a zielenią (niestety, średnio to widać na nieco prześwietlonych fotkach). Teraz mogę się skupić na malowaniu pozostałych członków mojej bandy, przede wszystkim Sonnii oraz jej łowców czarownic. Mam nadzieję, że się podoba!


piątek, 26 września 2014

Witchling Stalker #1 Done! And some joy...




Another miniature done! I am in the zone. This time it's first of... six witchling stalkers. Well, at the very least I am here, I am painting and I am surely feverish with the brush so you can expect more and more models to appear here as long as I will have fuel to actually go on painting. So, sadly, photocamera I am using is a ten cents horrible gear that can barely take a solid photo and sadly it does not show all the details and the work I put into it. Sure, it's /far away/ from the masterclass but I am still pretty happy for it - the effect on the swords took me ages and the miniature have almost ridiculous amount of detail in such a small sculpt. Still, since it is a basic minion, I am washing my hands away and consider it to be done. That is that.

Kolejna figurka gotowa! Dobra passa trwa. Oto pierwszy z... sześciu Witchling Stalkerów. Cóż, przynajmniej jestem tutam, maluje, gorączkowo wymachuje pędzlem, więc możecie się spodziewać zalewu modeli przynajmniej tak długo, na ile starczy mi paliwa. Niestety aparat jakiego używam to dziesięciogroszowy odpad, który ledwo sobie radzi, by strzelić dobrą fotkę krzakom w oddali... Tak więc raczej nie oddaje detali i jakości malutkiego modelu i pracy w niego włożonego. Pewnie, od poziomu mistrzowskiego to odstaje i to o lata świetlne, ale i tak jestem zadowolony - efekt na mieczach zając mi wiele długich godzin a sama figurka, jak na taką małą rzeźbę, posiada sporo malutkich detali. Nadal jest to jednak bazowy minion. Umywam więc ręce i uważam go za skończonego... To wszystko.




And now on the table - Killjoy! A huge, towering monstrocity with a nasty edge to cut the enemies away in swathes required some of my attention. It went out absolutely super fast and in barely a few hours I managed to pull off a huge amount of work on this model. Sure, it is still work in progress but the skin is almost done, lacking final highlight on the muscles and a purplish glaze between the fat flaps. Now still have to do some work on the bandages and of course put on details with the face and the spilled guts... A few extra hours and it will be gloriously done.

A teraz na tapecie - Killjoy!  Ogromna, górująca potwora z paskudnym ostrzem do ścinania wrogów wymagała trochę mojej uwagi. Poszło naprawdę niezwykle szybko i zaledwie w parę godzin łyknąłem masę roboty. Pewnie, to nadal work in progress, ale skóra jest już prawie gotowa - brakuje tylko ostatniego rozjaśnienia na muskułach oraz purpurowego glaze'a pomiędzy fałdami tłuszczyku. Ponadto pozostały bandaże, na razie w trzech miejscach zaledwie posiadające bazę no i oczywiście wzbogacić detalami twarz i wylane flaczki... Kilka dodatkowych godzin i będzie gotowe.

niedziela, 21 września 2014

Shwarzsonne Heinrish Progress







Finally I managed to pull out a brush and paint something! It seems that if I truly want to progress with my painting I need to get out of the house and just aim for my local wargaming club to stay there and just paint - somehow the atmosphere of the public workshop make me actually paint and paint like hell ablaze. And so I picked up my good ol' and trusty Axis Light Panzer Walker "Heinrich" and withing a few hours managed to paint one of its guns, the engine compartment that bind the legs and facing and underbelly of the superstructure. I am pretty happy for the outcome and will gladly work some more on this model...

Nareszcie udało mi się podnieść pędzel i coś zmalować! Wygląda na to, że jakiekolwiek postępy w moim malowaniu zależne są od tego, czy siedze w domu czy wychodzę do mojego lokalnego sklepu slash klubu - jakoś atmosfera publicznego warsztatu dobrze wpływa na moją kreatywnośc, i tak w kilka godzin malowałem jak sam diabeł z ogniem za plecami. I tak oto wyciągnąłem na ladę mój stary wierny model Lekkiego Czołgu Kroczącego Osi "Heinrich", w ciągu kilku godzin malując jedno z jego uzbrojonych 'ramion', silnik który jest również łącznikiem nóg oraz podbrzusze i bok superstruktury. Ogólnie jestem zadowolony z efektu i z radością posiedzę jeszcze trochę nad tym modelem...

piątek, 6 czerwca 2014

Mailfaux Rail Crew or Stuff!






Four months! Not that I didn't touch a brush in this quite spectacular duration, but still, the little workshop blog surely do need more action. It's like always the issue of not enough time to handle all of the projects and things going on... You know how it is. Still, finally managed to get a solid set of picture done by my good friend with a proper'ish photo camera and so on! This time it is almost full Malifaux Rail Crew band, lacking a master (who got into a bit of floor-to-miniature tussle) but instead visiting the big boy above - the Rail Golem! All in all it was a good place to test the metalic spray primer and then paint it over - the miniature is big and quite smooth, so making out the details to 'pop' wasn't an easy task to start with! Still, I reckon that adding a few colors here and there managed to break the big bloke into something sensible to look at.

Cztery miesiące! Nie, żebym przez ten zaskakujący czas w ogóle nie dotykał pędzelków, ale wciąż temu warsztatowemu blogowi przydałoby się trochę akcji. Jak zwykle problemem okazał się niedomiar czasu względem wszystkich moich projektów i tematów do ogarnięcia... Wiecie jak to jest. Cóż, mimo to udało mi się nareszcie poprosić dobrą koleżankę o foteczki małego projektu, z którym niedawno walczyłem, coś w fomie odświeżenia formy. Oto ekipa Rail Crew do Malifaux, na razie bez fotki mistrzyni (miała spotkanie pierwszego stopnia z betonową podłogą i jest niedysponowana) ale za to z dodatkiem w postaci kolejowego golema! Była to pierwsza figurka na której wypróbowałem działanie podkładu w sprayu o metalicznym kolorze. Figura, choć duża, jest też mocno gładka i trzeba było trochę popracować, by nieliczne acz ładne detale rzeczywiście wyskoczyły na widok i złamały solidną sylwetkę. Ufam, że dodanie kilku mocnych kolorów tu i ówdzie osiągnęło ten cel.







And then, the rest of the crew. Let's start with Emberling, that became quite a hassle - it was, truly, my first attempt at painting something that is pretty much coal and fire. It took some time, research and a few tries before I got it to look good enough for me to continue. The final effect might be cartoonish and bright, but I still quite enjoy it myself. Next in line is Kang, the big boy... I am quite content with how the muscular structure turn out on his back and from the tattoos - I am aware they are still far behind a real good tattoo effect on miniature, but the little dragon and chinese line is crisp enough to be readable, and I couldn't ask for more. And then we have the three slightly abused rail workers with their metallic additions and sad, gaunty looks on their faces. I really am not a fun of the sculpt of the middle one, with too small head with too long arms for the body. He is the palest of the three and the only thing I am quite happy with on him is the strawn hat on his back. The first one I managed to grease a bit and work the little details of his wiry frame (visible well on the chest). And the third one, my favourite, not only have the see through skin patches of blue steel, but both of his hands got replaced and here I went a solid bit whack with metallic colors, quite happy with the outcome. Sure, they are not my best works, sadly, but I decided they are presentable enough to show to the audience and with proper bases, they will be a neat and fully done bad to play with and enjoy!

No i reszta ekipy. Zacznę od Emberlinga, który sprawiał nieco problemu - był bowiem, zaiste, pierwszą moją próbą w pomalowaniu czegoś, co jest praktycznie ogniem i węglem. Zabrał mi więc sporo czasu, szukania referencji i kilka podejść zanim uznałem, że zaczyna wyglądać dobrze i mogę kontynuować. Ostatecznie efekt jest dość jaskrawy i kreskówkowy, ale osobiście mi przypadł do gustu. Kolejny w kolejce to Kang, duży chłopiec... Jestem całkiem zadowolony z tego, że udało mi się solidnie podkreślić strukturę mięśni, co głownie widać na jego plecach. Również tatuaże, choć daleko im od efektu, o jakim marzyłem, to zarówno smoczek jak i chińska maksyma są na tyle ostre i czytelne, że nie odczuwam boleści z ich jakości. A na koniec mamy trzech poobijanych życiem i nieco wysuszonych pracowników kolei! Nie jestem wielkim fanem rzeźby numeru dwa ze zdecydowanie za małą głową i zbyt długimi ramionami. Jest najbardziej blady ze trójki i na nim w pełni zadowolony jestem tak naprawdę tylko z kapelusza noszonego na plecach. Pierwszy w kolejce, choć niewiele ma na sobie, ale dało mu się ładnie natłuścić ciało i pobrudzić ze stylem oraz popracować nad detalem na ciele, co widać zwłaszcza na korpusie. Trzeci, mój osobiście ulubiony z pancerzem wystającym spod skóry i oboma kończynami przerobionymi na narzędzia slash bronie, dostał solidne traktowanie w obróbce kolorowych metalików, i w sumie jestem spośród całej trójki najbardziej zadowolony z tego, jak wyszedł. Wiem, że cała ekipa daleko ma do poziomu złotego demona, ale po opracowaniu podstawek będzie to solidna, w pełni pomalowana ekipa do zabawy!

niedziela, 12 stycznia 2014

More stuff for the Gators!








Once again, a month passed without any move in this place at all. Fortunately, like last time, it is not because I am not painting whenever I can but simply do not have time to write it down in two languages and make some proper photos - and proper is a bad term still for pics made pretty much with a phone, but well, they look better than expected, so yeah... As for the moment, I am finishing three models, all for my Gatormen Army project for Hordes. Thrullg, an arcane purple monster who was half done last time now is almost completely done, just have to rework the base a little bit, polish the nails and claws and he is ready for a spray of varnish! Bog Trog Leader is halfway there actually, with his color scheme defined and a lot of work already done, but yet have to make his ugly mug, base and skin. And finally got my hands onto our lesser warlock - The Wrong Eye - a fantastic Louisiana Style Voo-Doo crocman, who is at the beginning of his work, with some basic colors and shading added and pretty much only his hooked staff done almost completely. So, as you can see, plenty of paint put on them, but still lot's of time (*and proper photo session!*) is waiting for these buddies.

Po raz ponowny miesiąc upłynął bez jakiegokolwiek ruchu na tym blogu. Fortunnie, tak jak poprzednim razem, nie wynika to z tego, że nic nie malowałem, lecz z prostego faktu bycia nieco oskubanym z czasu, który zwyczajnie nie mogę poświęcić na wklepywaniu posta w dwóch językach i zrobienie dobrych fotek moich postępów - a 'dobrych' to mocne słowo jak na zdjęcia pstryknięte praktycznie rzecz ujmując telefonem, no ale wyszły lepiej niż się spodziewałem, więc cóż... Jak na ten moment jestem w trakcie kończenia trzech modeli, wszystkich przeznaczonych do mojej armii Gatormenów do systemu Hordes. Thrullg, magiczny, purpurowy potwór był połowicznie gotowy ostatnim razem jak go tutaj pokazywałem, a teraz jest prawie całościowo kompletny, muszę jedynie dopieścić nieco podstawkę i dać mu odpowiedni manicure oraz pedicure by był gotowy na utrwalenie werniksem! Bog Trog Leader aktualnie jest w połowie prac, ze zdefiniowanym schematem kolorystycznym i kupą roboty już za nim. Ale wciąż muszę pomalować jego wstrętny pysk, podstawkę oraz całą skórę. No i nareszcie położyłem swoje rączki na pomniejszym warlocku armii - The Wrong Eye - fantastycznym, utrzymanym w stylu Luizjańskiego Voo-Doo krokodyludzia, który znajduje się na początku swojej malarskiej ścieżki, z nałożynymi bazowymi kolorami i prostymi łoszami, z praktycznie tylko jego laską z hakiem ukończoną niemalże całkowicie. Tak więc jak widać, sporo farby udało mi się na to wszystko nałożyć, ale nadal trochę czasu (*i porządną sesję foto!*) czeka na tych gości.